Mateusz Brol

Cierpienie to niewiedza

Uzależnienie – stan umysłu

Posted on
leczenie uzależnienia
Uzależnienie – stan umysłu

 

Człowiek uzależniony zna tylko dwa stany. Nie dlatego, że nie przeżywa nic innego. Dlatego, że tylko takie potrafi zidentyfikować.  Czasami radość i euforię ale przede wszystkim (tu przepraszam za określenie) wkurwienie. A właściwie jest jeszcze trzeci stan.  Wielkie wkurwienie.  Kto tego nie doświadczył ten nie wie, jak potrafi wszystko drażnić, drapać, zaciskać gardło.   Trudno znaleźć słowa, które to opisują. Pamiętam swoje wrażenia, kiedy patrząc na świat dookoła czułem się jakbym miał na głowie zbyt mały kask żelazny, uwierający z każdym poruszeniem, na ciele wełniany wór z najbardziej gryzącej wełny jaka istnieje, a przed oczami nie rzeczywistość, tylko przesuwające się obrazy. Tak jakby to wszystko działo się poza mną.  Bez możliwości ogarnięcia świata.
Aby odczuć radość czy ulgę – niezbędna jest substancja od której jest sięuzależnionym – alkohol, narkotyki czy dopalacze, choć lista środków chemicznych jest dłuższa bo choćby oparta na samych lekach (pobudzające, usypiające, uspokajające) to już kilkanaście pozycji. Sensem jest ucieczka od rzeczywistości, brak świadomości tego co jest dookoła – życie w świecie własnej iluzji i zakłamania.

Wbrew temu co podpowiadałby rozsądek – uzależniony będąc w szponach mechanizmu iluzji i zaprzeczeń, potrafi uzasadnić, że nie ma problemu, zracjonalizować  to co robi, znaleźć  100 powodów, że to nie on, to winny jest cały świat.  Ulega złudzeniu, że wystarczy nie myśleć kłopotach, żeby zniknęły z życia. Gdy więc pojawiają się szkody w realnym życiu, w umyśle niemal automatycznie występują zniekształcenia, które likwidują informacje o szkodliwości picia przy zachowaniu pozorów wolności i logicznego myślenia.

Niektórzy dostrzegają bezsens sytuacji. W pewnym momencie nawet większość, ale tu przychodzi im znów „z pomocą” powyższy mechanizm. Kilka procent jednak  próbuje. Przestają pić, ćpać, zażywać leki. I tutaj tkwi ogromna pułapka.
Uzależniony umysł skupiony jest na sobie. Przerośnięte ego, niskie poczucie własnej wartości, nie przepracowana sytuacja i nie zmienione strategie, które doprowadziły do uzależnienia – to wszystko powoduje, że albo następuje szybki powrót do nałogu, albo jeśli  uzależniony podejmie wysiłek w postaci terapii, mitingów lub jakiejkolwiek innej pracy nad sobą może nastąpić trwalsza zmiana, dłuższa abstynencja. Może, ale nie musi. Dlaczego?
Ja przez 2 lata zwiedzałem (nieprzypadkowo użyte słowo) terapie, odwyki, mitingi AA.  Fajnie było, emocje, nowa wiedza. Jednak okresowo zapijałem.  Bo moja aktywność nie miała nic wspólnego z pracą nad sobą.  Wydawało mi się, że ja teraz coś robię , chodzę, słucham, mówię – klękajcie narody.  Ale myślenie miałem dalej pijane. Nie mówiłem tylko wymądrzałem się, słuchałem ale nie słyszałem. Moje zakłamanie i fałszywa ocena rzeczywistości doprowadzała ciągle do upadków. Budowałem nowe życie na tym całym gnoju i syfie który był we mnie. Stawiałem nowe fundamenty na starym bagnie.  Nie miał prawa się udać. Znam uzależnionych który  po wielu latach od odstawienia, lądowali w psychiatrykach bo teraz na sucho ale nadal prowadzili pijane życie.  Skupienie na sobie, drażliwość, nie zrozumienie istoty uzależnienia i mechanizmów, ciągłe ciśnienie, zakłamanie i dalszy brak umiejętności odróżniania stanów emocjonalnych doprowadza do powikłań psychicznych. Trudno jest funkcjonować ciągle zaklinając rzeczywistość, szukając winy w innych, żyć w ciągłym strachu, że wyjdzie to co kiedyś robiłem, że ludzie nie zachowają się tak jak ja bym chciał, że życie potoczy się inaczej. Użalanie się nad sobą, ciągła potrzeba kontroli wszystkiego i wszystkich unieszczęśliwia,  wykańcza psychicznie samego uzależnionego i otoczenie.

Pracując teraz z ludźmi, którzy postanowili zmienić swoje życie, widzę, jak bardzo różni się myślenie osób po szczerym zmierzeniu się z tym co w środku schowane,  od tych który dopiero postawili zrobić pierwszy krok, nie mówiąc o tych, którzy jeszcze nawet nie myślą o jakiejkolwiek zmianie.

zabawa, szczęście
zabawa, szczęście, radość – da się bez używek, choć to nie przychodzi od razu

Kiedyś mój świat pełen chaosu , chorej euforii i radości spowodowanej substancjami psychoaktywnymi,  bólu, pretensji, rozczarowań i cierpienia, zmienił się w świat pełen emocji – tak mocnych jak i słabych (nie ma złych, każda emocja jest właściwa – ważne żebym to ja rządził emocjami a nie one mną), optymizmu, nowych strategii, rozwoju, pogody ducha i akceptacji rzeczywistości.  Wszyscy, którzy zrobili to naprawdę szczerze – czują tak samo. I to nowa jakość, nowy stan umysłu i świadomego życia.  Nie mówię, że zawsze jest miło, łatwo i przyjemnie.  Problemy tak są jak i były – tyle że innego typu. Nie uciekam jednak przed nimi.  Udaje mi się nie wściekać, że jest czasem pod górkę, że zachowanie ludzi nie zawsze pokrywa się z moimi oczekiwaniami. Akceptacja i odrobina pokory bardzo ułatwia funkcjonowanie i podnosi  poziom odczuwanego szczęścia.

Zdaję sobie sprawę że poruszone tu wątki w temacie uzależnienia – stan umysłu, wymagają rozwinięcia – na pewno będę to sukcesywnie robił 🙂

Do następnego razu.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.*
*
*